Gazeta Lokalna KROTOSZYN | MILICZ

Gazeta Lokalna KROTOSZYN | MILICZ
Konstal garaże

100. rocznica zamachu majowego. Losy 56 Pułku Piechoty Wielkopolskiej z Krotoszyna podczas przewrotu

2026-05-12
  1. Strona Główna
  2. /
  3. Aktualności
  4. /
  5. Historia
  6. /
  7. 100. rocznica zamachu majowego....
100. rocznica zamachu majowego. Losy 56 Pułku Piechoty Wielkopolskiej z Krotoszyna podczas przewrotu
IMPULS ZDUNY

Udział żołnierzy 56 Pułku Piechoty Wielkopolskiej był dotąd nieznany. Dzięki zapiskom i raportom dowódcy oddziału podpułkownika Zygmunta Łęgowskiego, wiemy, że udział jednostki był ważny, a gdyby kontrofensywa wojsk rządowych spod Warszawy udałaby się, losy zamachu mogłyby wyglądać inaczej.

Krotoszyński pułk z powstańczym rodowodem

56 Pułk Piechoty Wielkopolskiej powstał w szeregach Wojsk Wielkopolskich jako 2 Pułk Strzelców Wielkopolskich w 1919 r. W latach 1921-1939 stacjonował w Krotoszynie i z tym miastem jest też kojarzony. Pułk powstał po Powstaniu Wielkopolskim, jednak został utworzony z kompanii powstańczych. Później wziął udział w wojnie polsko-bolszewickiej, a także w kampanii wrześniowej. Jego żołnierze działali również w konspiracji, walczyli na frontach całej Europy, a także w Powstaniu Warszawskim. Poza trzema ważnymi konfliktami, o których wspomniałem, pułk wziął również w dwóch mniejszych wydarzeniach. Jednym z nich jest zajęcie Zaolzia w 1938 r. Drugim jest zamach majowy, o którym w dalszej części tekstu. Pułk przybył do Krotoszyna po wojnie polsko-bolszewickiej, a dowodził nim Zygmunt Łęgowski, najpierw kapitan, potem major, a w czasie wydarzeń majowych – podpułkownik. Jak wiadomo, 56 Pułk Piechoty Wielkopolskiej w zamachu majowym wziął udział po stronie rządowej, czyli przeciwko wojskom Józefa Piłsudskiego. Jednak relacje z marszałkiem nie zawsze był złe. 28 grudnia 1920 r. w Nieświeżu udekorowano 45 żołnierzy i oficerów krzyżem srebrnym Virtuti Militari, w tym jednego (kpr. Stanisława Jakubowicza) także złotym. Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ po pierwsze przewodniczącym kapituły Orderu Wojennego Virtuti Militari był właśnie marszałek Józef Piłsudski, a po drugie, IV klasę odznaczenia, czyli Złoty Krzyż miało zaledwie 8 osób w Polsce, z czego tylko dwóch podoficerów, w tym właśnie Jakubowicz. Dodatkowo 6 grudnia 1920 r. w Zelwie marszałek Piłsudski udekorował chorągiew pułku Krzyżem Srebrnym Virtuti Militari. Kolejne lata pułk spędził już w Krotoszynie.

100 lat od wojny polsko-polskiej

Po 100 latach od tych wydarzeń trudno o świadków tamtych wydarzeń, jednak warto wyciągnąć lekcję z tych wydarzeń, że państwo podzielone może dojść do wojny domowej, która jest najgorszą z możliwych wojen. Za przyjęty powód zamachu majowego bierze się pogarszającą się sytuację polityczną i gospodarczą kraju, a także serię kryzysów gabinetowych w latach 1925-1926. 12 maja 1926 r. marszałek Józef Piłsudski spotkał się z prezydentem Stanisławem Wojciechowskim. Rozmowy te jednak nie odniosły sukcesu i rozpoczęły się walki uliczne. Po stronie Piłsudskiego stanęli także członkowie Polskiej Partii Socjalistycznej oraz kolejarze, którzy blokowali tory i uniemożliwiali dojazd sił rządowych z zachodu. Walki trwały do 14 maja 1926 r., kiedy to Piłsudski przejął Efektem tego uprawnienia prezydenta przejął marszałek sejmu Maciej Rataj, który powołał rząd z Kazimierzem Bartelem na czele. Rozpoczęły się trzynastoletnie rządy sanacji zakończone klęską Polski w kampanii wrześniowej.

Na odsiecz Prezydentowi

13 maja 1926 r. o godz. 7:35 dowódca 56 Pułku Piechoty Wielkopolskiej podpułkownik Zygmunt Łęgowski otrzymał rozkaz od zastępcy dowódcy Okręgu Korpusu nr VII generała dywizji Edmunda Hausera rozkaz o załadowaniu pułku i drogą kolejową przetransportowania go do Warszawy. Jednostka miała posiadać najlepszy stan ogniowy w „doborowym stanie personalnym„. Co ciekawe, gdy dowódca Okręgu Korpusu nr VII generał dywizji Kazimierz Sosnkowski dowiedział się o wysłaniu przez jego zastępcę wojsk do Warszawy nie sprzeciwił się temu, ale wieczorem próbował odebrać sobie życie strzelając z rewolweru w klatkę piersiową. Przeżył jednak i odegrał ważną rolę w WP w czasie II wojny światowej (był wodzem naczelnym w latach 1943-1944). Krotoszyńska jednostka już o 12:30 wyruszyła do Ostrowa w składzie 22 oficerów, 68 podoficerów i 359 szeregowców. Jednostka posiadała 15 ciężkich karabinów maszynowych i składała się z I batalionu, ale tylko z roczników starszych. Dowódcą tej grupy był podpułkownik Zygmunt Łęgowski (dowódcą pułku), zastępcą – podpułkownik Sergiusz Radziwanowski (zastępca dowódcy pułku), major Wojciech Eckert (dowódca II batalionu), kapitan Stanisław Tomiak (zastępca dowódcy batalionu), porucznik Wincenty Miscke (adiutant pułku) oraz porucznik Kazimierz Kurowski (adiutant batalionu). Batalion w okrojonym składzie niż normalnie, składał się z 3 kompanii piechoty. W skład 1 kompanii piechoty pod dowództwem kapitana Stefana Marcinkiewicza wchodzili: porucznik Stanisław Librewski, porucznik Józef Prus, chorąży Mieczysław Fąferek, podporucznik Wincenty Robaszkiewicz oraz chorąży Zygmunt Kabaciński. W skład 2 kompanii pod dowództwem kapitana Antoniego Michalewskiego wchodzili: porucznik Kazimierz Tarnawski, podporucznik Maciej Gabała, podporucznik Alfred Wilhelm Wójciński oraz chorąży Moczko. Z kolei w skład 3 kompanii pod dowództwem porucznika Adama Kowalczyka wchodzili: porucznik Czesław Sakowski, podporucznik Wacław Małecki, chorąży Stanisław Kaczmarek oraz chorąży Józef Wieczorek. Poza trzema kompaniami znajdowała się również kompania ciężkich karabinów maszynowych na czele z kapitanem Rafałem Zwolińskim, w skład której wchodzili: porucznik Edmund Rowiński, porucznik Jan Nepomucen Tyliński, chorąży Wiktor Kaczmarek oraz chorąży Stanisław Giel. W skład batalionu wchodził również pluton rezerwy karabinów maszynowych (do dyspozycji dowódcy pułku) pod dowództwem kapitana Zdzisława Franciszka Żurawieckiego, w skład którego wchodził porucznik Stanisław Roszyk i pluton łączności pod dowództwem chorążego Jana Musiała. Oficerem żywnościowym pułku, który wyruszył był porucznik Kwiatkowski, a lekarzem pułku, który również wziął udział w tych wydarzeniach był kapitan doktor Józef Ignacy Łuniewski. Łącznie do Warszawy wyruszyła grupa złożona z 449 osób. Z powyższego spisu nie udało się ustalić imion chorążego Moczko i porucznika Kwiatkowskiego, gdyż Łęgowski w żadnym z powyższych nie użył imion (imiona ustalone na podstawie Roczników Oficerskich i Karykatur 56 pułku) . W Krotoszynie została załoga złożona z rekrutów oraz oddziałów Przysposobienia Wojskowego, którą dowodził major Stanisław Siuda, na co dzień dowódcy III batalionu.

 

13 maja 1926 r. o godz. 13:30 grupa żołnierzy i oficerów 56 pp Wlkp zwana w tekście dla wygody – 56 pp Wlkp, względnie pełną nazwą, przybyła do Ostrowa, gdzie drogą telefoniczną otrzymała rozkaz z Dowództwa Okręgu Korpusu nr VII w Poznaniu by wyruszyć przez Jarocin-Wrześnię-Strzełków-Kutno w kierunku Warszawy i oddać się do dyspozycji generała broni Tadeusza Rozwadowskiego. Droga do Strzałkowa była trudna, bowiem okazało się, że w Łodzi przebywają oddziały przychylne Piłsudskiemu. W Jarocinie okazało się, że wcześniej przejechały tamtędy trzy transporty wojsk z Poznania, a miało przejechać jeszcze pięć. Wobec trudnej sytuacji dowódca zarządził, by 1 kompania wraz z plutonem CKM była w ostrym pogotowiu, a w pozostałych kompaniach 1 oficer i 1 drużyna miała być w ostrym pogotowiu LKM z naładowanymi karabinami. Wojsko otrzymało instrukcję, w razie napadu na transport. W lokomotywie umieszczono porucznika Kazimierza Kurowskiego umiejącego w razie potrzeby kierować maszyną i dwóch szeregowych z bronią do obstawy. Obsługa kolejowa została wzięta z Ostrowa, zaprowiantowana przez pułk i odprowadzała transport do Warszawy. Na każdej stacji kolejowe, na której pociąg się zatrzymywał, sprawdzano łączność telefoniczną z dowódcami transportów, który jechał zarówno za nimi, jak i przed nimi i informowano o ogólnej sytuacji.

 

Na stacji kolejowej w Kutnie spotkano oficerów 37 Łęczyckiego Pułku Piechoty (zwolenników Piłsudskiego). Łęgowski relacjonował to tak (pisownia oryginalna): „Natomiast na stacji Kutno zauważono grupę oficerów 37.p.p., rozmowa z którymi wykazała, że pułk 37 wyruszył do Warszawy celem przyłączenia się do rebelji oraz że batalion tego pułku kwaterujący w Łęczycy pozostał na razie na miejscu. Dalej zauważono grupkę kilku młodszych łobuzów w umundurowaniu rozgłośnego ‚Strzelca’, którzy na rozkaz Dowódcy pułku zostali niezwłocznie zaaresztowani i użyci następnie do robót„. Jednostka otrzymała wówczas rozkaz od pułkownika SG Jerzego Ferka-Błeszyńskiego, szefa Oddziału II Sztabu Generalnego: „Na skutek zawieszenia broni ministerstwo kolei ma polecenie zatrzymać wszelkie transporty w miejscu, ruch pociągów wojskowych z tego względu musi być zatrzymany, aż do ukończenia pertraktacji, transporty wojskowe stają w miejscu, gdzie są i czekają na dalsze rozkazy„. Łęgowski nie uwierzył w tę wiadomość i zadzwonił do Dyrekcji Kolei w Poznaniu. Okazało się, że depesza ta była fałszerstwem ze strony wojsk Piłsudskiego, a urzędnicy kolejowi poinformowali, że z Warszawy mają instrukcję tajną o przeszkadzaniu wszelkimi siłami transportom z Poznańskiego do Warszawy. Dodali również, że miejscowy garnizon zwrócił się do nich o instrumenty do rozkręcania szyn. Łęgowski określił, że w Kutnie znajdował się „zbuntowany batalion„, który tylko czekał na okazję do rozkręcenia torów, z drugiej zaś strony prezydent czekał na wojska wielkopolskie. Łęgowski wspominał: „Na stacji Kutno oficerowie 37.p.p. jeszcze w noc z 13 na 14 maja, (kiedy pułk przejeżdżał w kierunku do Warszawy) usiłowali zachwiać zdecydowany ruch transportu przez fałszywe informacje, mówiąc, że już cała Warszawa bez wyjątku jest w posiataniu m. Piłsudskiego, a ppłk. S.G. Błeszyński telegrafował z Warszawy do dowódcy transportu o nibyto ogłoszonem zawieszeniu broni, co po zasięgnięciu informacji z Poznania okazało się wieruntem kłamstwem”. Łęgowski stanął wobec dylematu, czy bezpieczniej poczekać, czy ruszyć w kierunku stolicy narażając się na wykolejenie. Podjął trudną decyzję „(…) maszerować dalej, by wykonać szybko główne zadanie„. Zawiadomił również dowództwo Okręgu Korpusu, że prawdopodobnie zajmie Kutno po przejściu transportu. Rzeczywiście i tak się stało. Po przejściu 56 pułku piechoty dzień później dowódca transportu z 64 Grudziądzkiego Pułku Piechoty meldował, że tor w Kutnie został zepsuty i zatarasowany, a naprawa jest w toku i potrwa dwie godziny.

Na stacji kolejowej w Łowiczu znajdował się szef sztab generała brygady Michała Roli-Żymierskiego (późniejszego marszałka Polski, który jednak kilka lat po tych wydarzeniach został zdegradowany) – kapitan SG Gano (imię nieustalone), który wręczył Łęgowskiemu rozkaz Żymierskiego. W myśl tych instrukcji nie wolno było słuchać żadnych rozkazów, poza wydawanych tych z Belwederu, dzielnicą oraz lotniska, na której bronił się 1 Pułk Lotniczy. Generał wyjechał do Warszawy i miał czekać na pułk na jednej ze stacji. Pułk wyruszył dalej i 14 maja 1926 r. o godz. 8:45 spotkał lotnika, który właśnie wrócił z Warszawy. Poinformował on żołnierzy z Wielkopolski, że przeciwnik naciera na lotnisko, a także przekazał rozkaz ustny od generała Rozwadowskiego, który mówił, że wszelkie wojska mają spieszyć na pomoc lotnisku. O godz. 9:15 pułk osiągnął stację Gołąbki, gdzie generał Żymierski oczekiwał razem z przetransportowanym wcześniej 68 Pułkiem Piechoty, a 14 Pułk Artylerii Pieszej wyładował się na stacji wcześniejszej, czyli na Błoniach. O ok. godz. 12:00 pułk został wyładowany. Trwało to tak długo, gdyż na stacji nie było rampy i wozy i konie trzeba było wyładowywać po pochyłej, prowizorycznej konstrukcji. Później jednostka oczekiwała regimentu artylerii, który przybył w sile trzech baterii. Łęgowski wspominał tragiczne wydarzenia tamtych dni: „Kiedy transport przybył do okolicy stacji Gołąbki, przeciwnik puścił z Warszawy lokomotywę bez obsługi i celem spowodowania katastrofy kolejowej. Lokomotywa ta wpadła na lokomotywę i trzy wagony opróżnione przez wyładowane już oddziały 68 p.p. i zdruzgotała ów tabor, w rezultacie czego jeden kolejarz został zabity i jeden ranny. Działo się to na oczach transportu 56. p.p. Wlkp. Przez cały okres walki przeciwnik posługiwał się dobrze zorganizowaną siecią szpiegowską, co było ułatwione wobec wielkiego ruchu osób cywilnych na polu walki. Na stacji Kutno aresztowałem oficera, jednego podchorążego i jednego sierżanta udających się samochodem do Włocławka. Podchorąży okazał się przebraną osobą cywilną, a oficer wykłamywał się, zaręczając, że jest zwolniony do rezerwy i jedzie do swej narzeczonej. Szofer natomiast zeznał, że te osoby zmusiły go groźbami i uderzeniami kolbą do odwiezienia ich do Włocławka. Oficer ten podczas walki zbiegł, a potem widziała go w Sztabie Generalnym w Warszawie, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że osoby te udawały się do Włocławka, z poleceniami w związki z rebelją”.

Uderzyć na Warszawę! Przebić się na Belweder!

Sformowano kolumnę, a generał Żymierski wydał rozkaz, że 68 pp w sile 750 ludzi i 18 CKM-ów (sformowany w dwa bataliony), 56 pp w sile 400 ludzi i 15 CKM-ów (sformowany w 1 batalion) oraz 14 pap sformowany w 3 baterię armat kal. 75 mm ma wyruszyć o godz. 13:00 na Włochy-Wiktory-Soszinów, aż do skrzyżowania tej drogi z szosą Raszyńską. Kolumna miała wyglądać trak. Na przodzie szedł 68 pp, dalej 14 pap, tabory, a straż tylną zapewniał 56 pp. Odległość między 68 pp a 14 pap wynosił 800 metrów, a między taborami i krotoszyńskim pułkiem – 500 metrów. Po osiągnięciu celu, czyli wspomnianego skrzyżowania 68 pp miał rozwinąć się w tyralierę, osiągnąć gotowość bojową i nacierać na lotnisko Mokotów do ul. Puławskiej w Warszawie. Na prawo od niego miał iść równolegle do ul. Puławskiej 56 pp – w rejonie Królikarni, zdobywając po drodze fort Mokotów, fort Wierzbno i folwark Wyględów. Artyleria miała nacierać atak piechoty ostrzałem 3 baterii, oszczędzając budynki, których rujnować zakazano. Po dojściu do ul. Puławskiej 68 pp miał zebrać się w kolumnę i ruszyć na Belweder, zanim artyleria i tabory, a 56 pp sformować kolumnę, poczekać na przemarsz wojsk i ruszyć za nimi na Belweder. Całością miał dowodzić generał Żymierski. Tak wyglądał plan.

14 maja 1926 r. o godz. 13:00 oddział wyruszył do wypełnienia planu. Początkowo oddział dotarł do Włoch i osiągnął skrzyżowanie bez przeszkód. Później został przywitany przez ogień karabinów i karabinów maszynowych od strony Zgln (?), czyli północnej i kolonii Rakowiec, wobec czego piechota zaczęła rozwijać się do natarcia, a jedna bateria wypędziła nieprzyjaciela ogniem artyleryjskim. O godz. 15:00 68 pp rozwinął szyk bojowy i natarł kierując się na Mokotów po obu stronach szosy Raszyńskiej. Po przejściu przez wysokość Rakowca artyleria przegrupowała się naprzód i zaczęła wspierać ogniem działania piechoty. Tymczasem 56 pp zaczął rozwijać 1 kompanię kapitana Marcinkiewicza z jednym plutonem CKM zahaczając lewym skrzydłem o kolonię Rakowiec, która zaalarmowała fort Mokotów. Po krótkiej wymianie ognia nieprzyjaciel opuścił fort. 2 kompania kapitana Michalewskiego na prawym skrzydle ruszyła z jednym plutonem CKM przez Wyględów, który był obsadzony przez szwadron kawalerii z dwoma CKM-ami. Michalewski związał go ogniem swoich CKM-ów i zmusił do odwrotu na drogę do Puław. miarę postępów wojsk poruszały się tabory, natomiast straż tylną tworzyła 3 kompania Kowalczyka, która robiła jednocześnie za rezerwę ogniową. W czasie pierwszych ruchów w rejonie wiatraka, na południe od Szopy Niemieckiej zaczęła się koncentrować kawaleria nieprzyjaciela w sile 3 szwadronów. Pluton 14 pap rozproszył tę jazdę i zmusił do wycofania w wzdłuż ul. Puławskiej. Do oddziału tego przyłączył się również szwadron kawalerii, który został wyparty przez kompanię kapitana Michalczewskiego z Wyględowa. Inaczej sytuacja wyglądała w innym rejonie, gdzie 68 pp napotkał na spory opór i zmuszony był skoncentrować tam większość sił. Efektem czego między prawym skrzydłem 68 pp a lewym skrzydłem 56 pp powstała luka w rejonie Mokotowa, którą zaczął wykorzystywać przeciwnik. W rejon ten szybko skierowano odwód 1 kompanii 56 pp. Ok. godz. 18:00 sytuacja wyglądała następująco: lewe skrzydło 68 pp zostało unieruchomione przez ogień CKM na północ od Szczęśliwic, prawe skrzydło 56 pp również zatrzymało się, tocząc walkę, który bronił się w rejonie wiatraka na południe od Szopy Niemieckiej. Przez pewien czas front był stabilny, a 56 pp osiągał linię od fortu Mokotów do kilkuset metrów za folwark Wyględów. O godz. 19:30 generał Żymierski postanowił wycofać odwody 68 pp do taborów, a 56 pp dalej posuwać się do szosy Puławskiej. 2 kompania 56 pp na prawym skrzydle po odrzuceniu przeciwnika osiągnęła wreszcie linię ul. Puławskiej, a przeciwnik wycofał się do Warszawy. 1 kompania idąc na Czerniaków wtargnęła do Mokotowa i zatrzymała się na ul. Puławskiej. Lewe skrzydło pułku od Belwederu dzieliło ok. 1500 metrów, jednak w budynki pomiędzy silnie obsadziła piechota przeciwnika. Później do obsady fortu mokotowskiego rzucono 3 kompanię, a tabory rozlokowano w lasku w pobliżu tego fortu przy kolonii Rakowiec. Przeciwnik również dysponował artylerią, zdaniem Łęgowskiego, można było ją ocenić na siłę jednej baterii, która strzelała intensywnie i szybko, przenosząc ogień na ukazujące się cele, zwłaszcza tabory i artylerię.

Gdy zapadł zmrok 14 maja 1926 r. generał Żymierski wycofał batalion 68 pp do odwodu w rejon Rakowca i planował, by 56 pp okopał się na wschód od ul. Puławskiej zabezpieczając tuch na 68 pp, artylerię i tabory. Ze wspomnianego batalionu 68 pp chciał stworzyć kolumnę i pod osłoną 56 pp wkroczyć do Belwederu, a 56 pp miał do niego dołączyć jako straż tylna. 56 pp miał za zadanie przybyć się na ulicę równoległą do Belwederu od zachodu, za którą miały pójść w kolumnie artyleria i tabory, a na końcu 68 pp. Jednak od ludności cywilnej dotarła informacja, że prezydent z oddziałami opuścił Belweder. Informację tę potwierdziły się. Przeciwnicy przestrzelili samolot lecący z Warszawy, którym podróżowali kapitan pilot Adam Kowalczyk i porucznik obserwator Tadeusz Nowaczkiewicz. Samolot musiał wylądować między liniami, a Nowaczkiewicz został ranny. Kowalczyk udając ciężko rannego zaczekał do zmroku i wycofał się do dowódcy 56 pp Łęgowskiego, któremu powiedział, że o godz. 17:00 Belweder został opuszczony zarówno przez wojsko, jak i prezydenta. Wobec tego generał Żymierski postanowił oderwać się od wroga i rozbić obóz na południe od fortu na wysokości Wyględowa, a z nadejściem świtu ponowić natarcie na Warszawę. Zarówno dowódca 56 pp podpułkownik Zygmunt Łęgowski, jak i dowódca 68 pp podpułkownik Wincenty Nowaczyński odradzali mu to uznając pomysł za bezcelowy, gdyż głowa państwa nie przebywa już w stolicy, a ponadto naraża oddział na odcięcie od reszty wojsk rządowych. Obaj podpułkownicy wysunęli plan wycofania się do stacji Gołąbki, celem połączenia z następnymi wojskami poznańskimi, które powinny nadejść, a po drodze była z nimi łączność telefoniczna. Miały one znajdować się kilkadziesiąt kilometrów od Gołąbek. Generał Żymierski przystał na tę propozycję.

Ostatnia próba ofensywy

W nocy z 14 ma 15 maja rozpoczął się marsz odwrotowy. O godz. 22:00 68 pp wycofał się do Rakowca i sformował kolumnę marszową. Dalej posuwały się artyleria, tabory i 56 pp, jako straż tylna podzielona w trzy kolumny. Pierwsza wyruszyła 1 kompania, potem 2 kompania odrywając się falami z frontu, a na końcu odeszła 3 kompania tworząc straż tylną całego pułku. Łęgowski wspominał, że przeciwnik widząc przy świetle latarń ulicznych marsz kompanii silnie ostrzeliwał wojska z domów przy ul. Puławskiej i czołgiem (zapewne FT-17), który ściągnięto na ul. Puławską, a artyleria strzelała w kolumnę taborów na drodze od Wyględowa do Rakowca. Marsz zdaniem Łęgowskiego odbył się we wzorowym porządku, choć kawaleria nękała kolumnę,, a o świcie oddział przeszedł Włochy i w Gołąbkach spotkał się pułkami z dywizji pomorskiej. Krotoszyński pułk zajął miejscowość Bronische. W godzinach porannych w okolicach stacji Gołąbki grupa generała dywizji Kazimierza Ładosia, który dowodził całością wojsk. Grupę pod dowództwem generała brygady Michała Roli-Żymierskiego tworzyły: 61 Pułk Piechoty, 64 Pomorski Pułk Strzelców Murmańskich, 57 Pułk Piechoty Wielkopolskiej i 14 Pułk Artylerii Pieszej. Grupę pod dowództwem generała brygady Stanisława Taczaka tworzyły: 68 Pułk Piechoty, 69 Pułk Piechoty i 17 Pułk Artylerii Pieszej. Z kolei grupę pułkownika Stanisława Sochaczewskiego tworzył 17 Pułk Ułanów Wielkopolskich, 15 Pułk Ułanów Poznańskich, 7 Dywizjon Artylerii Konnej oraz dywizjon samochodów pancernych. 56 Pułk Piechoty Wielkopolskiej wyznaczono jako odwód dowódcy korpusu i rozlokowano w Ożarowie, gdzie stanowił ubezpieczenie lokalne i wartę przy kwaterze głównej. Według raportów w połączonej grupie było 205 oficerów, 4518 żołnierzy i 1338 koni oraz 76 wozów, 28 armat i 13 samochodów pancernych, z czego z 56 pułku piechoty: 22 oficerów, 427 żołnierzy, 40 koni i 7 wozów. Łęgowski wspominał, że „Nastrój wojsk był wzorowy, wszyscy czekali z upragnieniem na rozpoczęcie ofensywy„. Atak nie nadszedł, gdyż przybyli do wojsk parlamentariusze Piłsudskiego ogłaszając abdykacje prezydenta. Zawieszenie broni było najpierw do godz. 12:00, a potem do godz. 14:00. Generał Ładoś wysłał do Warszawy oficera, który wrócił i stwierdził, że władzę naczelną przejął Marszałek Sejmu Maciej Rataj. Potem zarówno prezydent, jak i Rada Ministrów wystosowało odezwę. O godz. 15:53 generał Ładoś odczytał rozkaz operacyjny o zaprzestaniu walk. Wobec tego pułk rozpoczął wycofywanie się. 17 maja 1926 r. pułk wyruszył i w nocy o godz. 2:00 18 maja załadował się na pociąg. Wyruszył o godz. 5:00. Pociąg wyruszył trasą: Łowicz-Kutno-Strzałków-Września-Krotoszyn. 18 maja o godz. 24:00 56 Pułk Piechoty Wielkopolskiej zrobił do Krotoszyna. Według strat Łęgowskiego, 1 szeregowy został lekko ranny, a zaginęło 4 szeregowców i 1 oficer, czyli por. Librewski. Nie znamy nazwisk szeregowców, więc nie możemy stwierdzić, czy polegli, czy wrócili do jednostki. Wspomniany oficer to porucznik Stanisław Jan Czesław Librewski, który walczył w składzie 1 kompanii i został ranny.

Łęgowski pisał: „W wypadkach, kiedy oddziału są wysyłane na front odległy od terytorjum macierzystego i wychodzą spod komendy swego pokojowego dowódcy (w danym wypadku Dowódcy O.K.) – dowódca kierujący akcją lokalną, do dyspozycji którego oddziały te przybywają, musi, a zwłaszcza we wojnie domowej, mieć pisemną legitymację upoważniającą go do dowodzenia, wydaną przez Głównodowodzącego siłami bojowemi. W danym wypadku generała Rozwadowskiego upoważnienia pisemnego. Tak samo lotnik, który przywiózł podczas marszu ustny rozkaz, również nie miał żadnego dokumentu pisemnego, co mogło wzbudzić tak w pierwszym, jak i w drugim wypadku poważne wątpliwości. W wypadku, kiedy głównodowodzący siłami jest przez nieprzyjaciela osaczony, między nimi a oddziałami z zewnątrz z odsieczą, musi być nawiązana ścisła łączność, za pomocą radia, umówionej sygnalizacji i oficerów w ubraniu cywilnym, ruch osób cywilnych między liniami odbywał się bez przeszkód, by wobec szybkiej i ciągłej zmiany wypadków oddziały odsieczy były zawsze poinformowane o zmianie sytuacji. W danym wypadku brak łączności spowodował, że kiedy o godzinie 17-ej grupa 57.p.p. i 58.p.p. zaczęła wycofywać się z Belwederu wzdłuż Wisły przez Czerniaków w kierunku Wilanowa, a o godzinie około 18-ej znajdowała się na wysokości 56.p.p. Wlkp. w odległości około 1500 metrów od niego, ani grupa Belwederska nic nie wiedziała o sąsiedztwie grupy naszej, ani 56.p.p.Wlkp. nie wiedział i z powodu silnej pochyłości terenu przy Wiśle nie widział cofających się oddziałów. Gdyby nawet łączność wzrokowa między grupami została nawiązana, fakt ten z powodu braku wiadomości byłby spowodował bój między obydwoma grupami własnemi z powodu nierozpoznania się wzajemnego. Zupełny brak wiadomości o kierunku odwrotu grupy Belwederskiej spowodował, że grupa nasza w nocy z 14. na 15. maja powzięła decyzję odmarszu na Ożarów zamiast na Wilanów, dokąd wycofał się Pan Prezydent ze swoją grupą. Gdyby nie powyżej przytoczone braki, cała akcja z pewnością byłaby wzięła obrót zupełnie pomyślny. 

 

Wielkopolska wierna prawowitemu rządowi

Żołnierze z Wielkopolski wracali w poczuciu spełnienia przysięgi wojskowej. Tak ten fakt relacjonował „Kurier Poznański z 22 maja 1926 r.: „Gdy Armja wracała, stali piłsudczycy na uboczu. Niewielu ich jest w narodowym Poznaniu. Mizerna garstka tylko, ale są. Niedowarzeńcy polityczni, karły podniecane jadem przeczenia i nienawiści. Stali piłsudczycy na uboczu na placu Wolności, gdy zawczoraj armja szła, gdy wracała z pola hańby i zbrodni, gdy wracała z żalem płomiennym, że znacznej ich części nie było danem rzucić się w bój i na polu hańby Narodu zatknąć sztandar chwały i cnoty i wierności Ojczyźnie. Stali piłsudczycy na uboczu. I, gdy kwiaty padały na żywych wracających żołnierzy, stali dziwnie żałośni, że żywi wracają żołnierze nasi, żałośni, że herszt ich i z tymi żołnierzykami wszystkimi się ‚załatwił’. Polacy wołali: ‚Niech żyje Armja! Niech żyją Żołnierze!’ A oni stali na uboczu i w duszy skażonej życia nie życzyli żołnierzom narodów. Nie ten pochód triumfalny, ale pogrzeb żołnierza polskiego, co przysięgi nie złamał byłby ich triumfem. Stali na uboczu. A każdy okrzyk tłumów na chwałę tego żołnierza, to był krzyk hańby i klątwy, na tych, co na uboczu stali. Niewielu ich jest, ale spamiętać ich sobie trzeba i im nie zapomnieć, jak to stali na uboczu. I choć ich nie tykać, to nie stykać się z nimi! Postawić mur! Tu Polacy uczciwi i czyści, bez zastrzeżeń – a tam poplecznicy zdrady narodowej i pospolitej zbrodni. Inaczej dziś już nie można. Stali na uboczy, niech na uboczu zostaną! I obchodzić ich, jak się rzeczy brzydkie obchodzi„. Tekst opatrzony był rysunkiem kawalerzystów.

Wielkopolska, co widać po Kurierze Poznańskim była przeciwko Piłsudskiemu, a także jego lokalnym zwolennikom. Wiele samorządów jawnie negowało marszałka, jednak brak w lokalnej prasie informacji posunięciach krotoszyńskiego powiatu, czy poszczególnych gmin. Wydział Powiatowy uchwalił i przekazał na pomoc dla rannych żołnierzy lub rodzin po poległych „w obronie prawowitego Rządu w Warszawie„. Sumę 500 zł przekazano za pośrednictwem Towarzystwa Czerwonego Krzyża Oddziału w Krotoszynie.

Ukarani za wierność rządowi

W walkach po stronie Piłsudczyków zginęło 8 oficerów i 99 szeregowców, a 26 oficerów i 267 szeregowców zostało rannych. Po stronie rządowej zginęło 17 oficerów i 81 szeregowców, a 40 oficerów i 274 szeregowców zostało rannych. 10 poległych szeregowców nie udało się przypisać do żadnej ze stron. W walkach poległo też 164 cywilów, a 314 zostało rannych. Łącznie zginęło 379 osób, a 920 zostało rannych. Żołnierzy, którzy polegli w walkach, pochowano na Cmentarzy Wojskowym na Powązkach. Na cmentarzu znajduje się tablica z napisem: „Żołnierzom Wojska Polskiego poległym w walkach w dniach 12-14 maja 1926 r.”, a poniżej „W jedną ziemię wsiąka krew nasza. Ziemię jednym i drugim jednakowo drowa. Przez obie strony jednakowo umiłowana”.

Wielu dowódców ze strony rządowej zostało aresztowanych. niektórzy zmarli lub zaginęli w dziwnych okolicznościach. Można tutaj wspomnieć o generale brygady Włodzimierzy Zagórskim (1882-1927), generale broni Tadeuszu Rozwadowskim (1866-1928), generale brygady Janie Hempelu (1879-1932), czy generale dywizji Janie Thullie (1876-1927). Generał brygady Michał Rola-Żymierski został aresztowany wraz z generałami: Tadeuszem Rozwadowskim, Juliuszem Malczewskim i Włodzimierzem Zagórskim. Uwięziono go w Warszawie, a 20 sierpnia 1926 r. odbył rozmowę z Piłsudskim. 6 września 1927 r. został skazany na 5 lat więzienia wraz z degradację za nadużycia finansowe przy dostawach masek przeciwgazowych. Miał działać na szkodę Skarbu Państwa w wysokości 150 tys. dolarów. Niektórzy twierdzili, że był lto efekt udziału w walkach z żołnierzami Piłsudskiego. Żymierski przebywał w więzieniu do 1931 r., a potem związał się z agenturą NKWD. W II wojnie światowej był żołnierzem Wojska Polskiego tzw. ludowego zostając Marszałkiem Polski, najdłużej żyjącym (zm. 1989 r.).

Jak wyglądała kariera żołnierzy 56 Pułku Piechoty Wielkopolskiej, którzy wzięli udział w walkach? W lipcu 1927 r. podpułkownik Zygmunt Łęgowski został zwolniony z funkcji dowódcy i oddany do dyspozycji dowódcy Okręgu Korpusu nr VII w Poznaniu, potem wysłano go do Kielc. Pełnił służbę w PKU Baranowicze i RKU Warszawa Miasto II. Zmarł 11 czerwca 1985 r. (spoczywa w Milanówku k. Warszawy) nie dowodząc już żadną jednostką. Podpułkownik Sergiusz Radziwanowski został 11 czerwca 1927 r. skierowany na stanowisko zastępcy dowódcy 52 Pułku Piechoty Strzelców Kresowych, później do kadry 12 Dywizji Piechoty, na przełomie lat 20. i 30. XX w. przeniesiono go do rezerwy. Osiadł w Krakowie, gdzie zmarł 19 kwietnia 1935 r. Major Wojciech Eckert w maju 1927 r. został przeniesiony do dyspozycji dowódcy Okręgu nr VII w Poznaniu, a rok później przeniesiono go do 76 Lidzkiego Pułku Piechoty w Grodnie. W 1934 r. przeniesiono go w stan spoczynku. Zmarł 19 kwietnia 1942 r. Porucznik Wincenty Miscke zrobił spośród tych oficerów największą karierę. Paradoks polegał jednak na tym, że przeniesiono go do 9 Pułku Piechoty Legionów w Zamościu, do tego z którym walczył w wydarzeniach majowych. We wrześniu 1939 r. walczył na czele 4 Batalionu Strzelców w Kresowej Brygadzie Kawalerii, włączył się w konspirację w Armii Krajowej. Przewidywano go na dowódcę 25 Dywizji Piechoty AK, która ostatecznie nie powstała. Po wojnie był oficerem ludowego Wojska Polskiego, z któego zwolniono go w 1949 r.Zmarł w Warszawie 20 czerwca 1969 r. w randze pułkownika. Dowódca 3 kompanii kapitan Adam Kowalczyk od 1930 r. służył w Korpusie Ochrony Pogranicza. Wzięty do niewoli sowieckiej w 1939 r. zginął w Katyniu. Pośmiertnie awansowany do stopnia majora. Kapitan, a później major lekarz doktor Józef Ignacy Łuniewski służył na pocz. lat 30. XX w. w Szefostwie Sanitarnym Okręgu Korpusu nr X w Przemyślu. Dalsze losy nieznane. Nieznane są również losy kapitana Zdzisłaawa Franciszka Żurawieckiego. Z kolei w 1934 r. kapitan Rafał Zwoliński był już w stanie spoczynku, jednak przewidziany do użycia w czasie wojny z przydziałem do PKU w Ostrowie Wielkopolskim. Analizując Rocznik Oficerski z 1932 r. można wywnioskować, że porucznik Kazimierz Kurowski, dowódca 1 kompanii porucznik Stefan Marcinkiewicz, dowódca 2 kompanii kapitan Michalewski nadal służyli w 56 Pułku Piechoty Wielkopolskiej. Z kolei ze wspomnianych oficerów w 56 Pułku Piechoty Wielkopolskiej zostali również: porucznik Józef Prus, podporucznik Tadeusz Tarnawski, porucznik Jan Nepomucen Tyliński, porucznik Edward Romuald Rowiński, porucznik Stanisław Roszyk i porucznik Maciej Gabała.

 

Nowym dowódcą 56 Pułku Piechoty został pułkownik dyplomowany inżynier Zygmunt Michał Ludwik Dzwonkowski (1889-1987), oficer II Brygady Legionów Polskich, a jego zastępcą podpułkownik Władysław Konrad Czapliński, oficer I Brygady Legionów Polskich. Co ciekawe Dzwonkowski jako dowódca 25 Pułku Piechoty odmówił podporządkowania się rozkazom i opowiedział po stronie prezydenta, jednak poza notą odmowną, nie podjął żadnych działań przeciwko spiskowcom. Z kolei Czapliński razem z 24 Pułkiem Piechoty, w którym służył, nie wziął udziału w opisywanych wydarzeniach. Czapliński przybył do Krotoszyna 11 czerwca 1927 r., a Dzwonkowski 15 lipca 1927 r. Jednak jest to zupełnie inna historia.

Łukasz Cichy

 

Bibliografia:

Pismo bez adresata, „Doświadczenia z akcji bojowej pod Warszawą z dnia 14 maja 1926 r.” ppłk. Zygmunta Łęgowskiego z 23 maja 1926 r. w Instytucie Józefa Piłsudskiego w Ameryce sygn. 701/4/14

Sprawozdanie ppłk. Zygmunta Łęgowskiego do Dowódcy Okręgu Korpusu nr VII w Poznaniu z 29 maja 1926 r. z Krotoszyna w Instytucie Józefa Piłsudskiego w Ameryce sygn. 701/4/14

Pismo ppłk. Zygmunta Łęgowskiego do Dowódcy Okręgu Korpusu nr VII Sztabu Oddziału Wyszkolenia w Poznaniu z 29 maja 1926 r. z Krotoszyna w Instytucie Józefa Piłsudskiego w Ameryce sygn. 701/4/14

„Plan transportowy grupy B” w Instytucie Józefa Piłsudskiego w Ameryce sygn. 701/4/14

Korsak Antoni Artur, „56 Pułk Piechoty Wielkopolskiej. Zarys historii wojennej pułków polskich w kampanii wrześniowej” Warszawa 1991

Siuda Stanisław, „Zarys historji 56-go pułku piechoty wielkopolskiej. Zarys historji wojennej pułków polskich 1918-1920″, Warszawa 1928

Rocznik Oficerski 1923

Rocznik Oficerski 1924

Rocznik Oficerski 1928

Rocznik Oficerski 1932

Rocznik Oficerski Rezerw 1934

„Listy zabitych i rannych w czasie rebelji Piłsudskiego w Warszawie” w: „Kurierze Poznańskim” nr 231 (wydanie wieczorne) z 21 maja 1926 r.

„Gdy armja wracała” w: „Kurierze Poznańskim” nr 233 (wydanie wieczorne) z 22 maja 1926 r.

„Rannym żołnierzom” w: „Kurierze Poznańskim” nr 234 (wydanie poranne) z 23 maja 1926 r.

 

Zdjęcia:

56 PP Wlkp. w latach 20. XX w.  ze zbiorów Romana Zboralskiego

Mapa – na podstawie dokumentów i map opracował Łukasz Cichy

Comments are closed

YouTube

Archiwum
Drzewa genealogiczne
Usługi, które porządkują firmę
FakturaXL.pl
MATYLA
MAYOR INK
Dietetyk Kaźmierczak
Agencja Reklamowa GL
Jarmużek
KOK
BHP RABENDA
Motosdodoła