Gazeta Lokalna KROTOSZYN | MILICZ

Gazeta Lokalna KROTOSZYN | MILICZ
Konstal garaże

Dzieci straciły miejsce w przedszkolu. Rodzice mówią o prywatnym konflikcie

2026-04-15
  1. Strona Główna
  2. /
  3. Aktualności
  4. /
  5. Edukacja
  6. /
  7. Dzieci straciły miejsce w...
Dzieci straciły miejsce w przedszkolu. Rodzice mówią o prywatnym konflikcie
Dobry Dietetyk

W ostatnim czasie rodzice dwójki dzieci z przedszkola „Wesołe Safari” otrzymali wypowiedzenia. Jak twierdzą, stało się tak na bazie prywatnych konfliktów. Właścicielka zaznacza, że regulamin przewiduje możliwość wypowiedzenia umowy bez podania konkretnej przyczyny.

Rodzice dzieci uczęszczających do przedszkola „Wesołe Safari” zwracają uwagę na – ich zdaniem – kontrowersyjne okoliczności rozwiązania umów przez właścicielkę placówki, Inez Pełko-Skitek. W dwóch przypadkach wypowiedzenia zostały wręczone bez podania przyczyny. Jak podkreślają rodzice, sytuacja ta może mieć związek z prywatnym konfliktem pomiędzy osobami prowadzącymi przedszkole.

Jedną z opisanych sytuacji przedstawiła Jolanta Paszek, która została wezwana na spotkanie do placówki 16 marca 2026 r.

– Wraz z mężem stawiliśmy się na spotkaniu, podczas którego – w obecności dyrektor przedszkola – właścicielka wręczyła nam wypowiedzenie umowy bez wskazania przyczyny. Na pytanie o powody tej decyzji usłyszeliśmy, że nie ma obowiązku ich podawania, co – jak zaznaczono – wynika z zapisów umowy. Nie kontynuowaliśmy rozmowy, uznając ją za bezcelową, i opuściliśmy przedszkole. Jesteśmy jednak przekonani, że decyzja ta ma inne podłoże. W naszej ocenie może to być forma odwetu wobec taty Kuby, który pozostaje w relacji towarzyskiej z mężem właścicielki – relacjonuje.

Mąż kobiety, Mateusz Paszek, zwraca uwagę na przebieg rozmowy:

– Zapytałem wprost, dlaczego umowa jest rozwiązywana w trakcie roku szkolnego. W odpowiedzi usłyszałem: „Mateusz, naprawdę masz coś jeszcze do powiedzenia?”. Ton tej wypowiedzi odebrałem jako świadczący o uprzedzeniu Inez wobec mojej osoby – mówi. Rodzice podkreślają, że wystąpili również o opinię dotyczącą dziecka. Otrzymany dokument – jak relacjonują – był w pełni pozytywny, co w ich ocenie wyklucza problemy wychowawcze jako przyczynę decyzji.

– Byłem świadkiem prywatnych konfliktów pomiędzy współwłaścicielami przedszkola, którzy wcześniej byli naszymi znajomymi. Od czasu ich rozstania relacje uległy zmianie. Uważam, że moja obecność w niewygodnych dla właścicielki sytuacjach oraz wsparcie udzielane jej mężowi, Sebastianowi Skitkowi, mogły mieć wpływ na decyzję o usunięciu naszego dziecka z przedszkola. W konsekwencji traci ono miejsce, w którym czuło się dobrze i bezpiecznie. Obawiam się, że podobne sytuacje mogą dotknąć także inne dzieci, jeśli decyzje będą wynikały z prywatnych uprzedzeń, a nie z dbałości o dobro maluchów – dodaje Mateusz Paszek.

Jak zaznacza Jolanta Paszek, jej syn został pozbawiony relacji i przyjaźni, które zdążył nawiązać, i tęskni za kolegami, szczególnie za synem właścicieli.

– Uważam, że osoba kierująca przedszkolem powinna budzić zaufanie rodziców i kierować się przede wszystkim dobrem dzieci. W tej sytuacji – w mojej ocenie – zostało ono pominięte – dodaje.

Podobne stanowisko prezentuje mama innego dziecka, które uczęszczało do tej placówki, czyli Joanna Jóźwiak.

– My, dorośli jesteśmy w stanie uporać się z niesprawiedliwością, która nas spotyka i krzywdą, której doznajemy, ale nie sposób zaakceptować krzywdy dziecka. Staramy się pokazywać dzieciom piękno świata, zapewniać szczęśliwe dzieciństwo. A nagle okazuje się, że już trzyletnie dziecko musi się przekonać, jak ten świat jest skonstruowany. Bo zmiana przedszkola to nie jest tylko zmiana placówki. To utrata swojego bezpiecznego miejsca, cioć, które zna i lubi, kolegów, miejsc, które kojarzą mu się z ciepłem i bezpieczeństwem. To raptowny brak dostępu do miejsca, do którego uczęszczał od ponad dwóch lat i które bardzo lubi. Na pierwszą rozmowę o zmianie przedszkola syn zareagował ze łzami w oczach: „ale mamo, dlaczego? przecież byłem grzeczny, słuchałem cioci Oliwki, nie chcę iść do innego” – mówi Joanna Jóźwiak.

Od przekazania tych informacji minęło kilka tygodni, a pani Joanna podkreśliła, że emocje wciąż są żywe i budzą ogromne poczucie niesprawiedliwości w rodzicach oraz niezrozumienie i lęk u dzieci.

– Pani Inez Pełko przekazała nam informację o wyrzuceniu naszego dziecka z przedszkola przez telefon, bez podania przyczyny. Obecna przy tym pani dyrektor nie odezwała się słowem, udawała, że nie wie, o co chodzi, powtarzając jak mantrę „to jest sprawa Pani Inez”, mimo, że na dostarczonym nam później wypowiedzeniu podpisały się obie panie. Jak dyrektor przedszkola, osoba która powinna stać na straży bezpieczeństwa dzieci, dbać o ich dobro, może brać udział w chorej zemście? Bo nie sposób tego nazwać inaczej. Moje trzyletnie dziecko zostało wyrzucone z placówki, w środku roku szkolnego, ponieważ jego ojciec, jako radca prawny reprezentuje męża pani Inez w sprawie rozwodowej. Teraz rozumiem rzucone kilka tygodni wcześniej słowa pani Pełko o tym, że zemści się nie tylko na swoim mężu, ale też na jego pełnomocniku i wszystkich wspierających go osobach – mówi Joanna Jóźwiak.

– Jakie trzeba mieć wartości, żeby w szale złości mścić się na obcych dzieciach, niszcząc ich bezpieczny świat? Co podwójnie bolesne reprezentujemy z panią Pełko ten sam zawód – lekarza. Zawsze wydawało mi się, że bycie lekarzem zobowiązuje do przestrzegania najwyższych norm etycznych i standardów nie tylko w zawodzie, ale przede wszystkim w codziennym życiu. Moje dziecko pójdzie do nowego przedszkola. Z pewnością z czasem polubi nowe miejsce i znowu rozwinie skrzydła. Ale teraz jego mały świat został zburzony i nie ma mojej zgody – jako matki – na bezkarne krzywdzenie dzieci. Nie takiego świata chcemy dla swoich dzieci! Mówimy o tym głośno, ponieważ nie chcemy, żeby jeszcze jakieś dziecko zostało w ten sposób skrzywdzone – kończy Joanna Jóźwiak.

Do sprawy odniósł się również współwłaściciel przedszkola „Wesołe Safari”, Sebastian Skitek.

– Chciałbym wyrazić swój smutek i przeprosić wszystkich rodziców oraz dzieci, które mogły ponieść konsekwencje mojego prywatnego konfliktu z żoną. Uważam tę sytuację za wysoce niesprawiedliwą – podkreśla.

Jak zaznacza, obecnie nie ma wpływu na funkcjonowanie „Wesołego Safari”.

– Zostałem podstępem pozbawiony funkcji członka zarządu, co uniemożliwia mi reagowanie na decyzje dotyczące przedszkola. Podczas prób wejścia do placówki byłem powstrzymywany przez pracownice, które – jak przypuszczam – są zastraszone i mogą działać pod presją Inez. Jednocześnie pragnę podkreślić, że zespół pracujący na miejscu tworzą fantastyczni, zaangażowani ludzie, którzy każdego dnia wykonują swoją pracę z ogromnym oddaniem i troską o dzieci. Z przykrością obserwuję, jak miejsce, w które włożyłem ogrom serca, pracy i środków – a które miało kojarzyć się z ciepłem, rodzinną atmosferą oraz wyznaczać nowe standardy – dziś może budzić skojarzenia z konfliktem, niepewnością i brakiem odpowiedzialności za dzieci – dodaje.

W jego ocenie działania podejmowane przez Inez Pełko-Skitek mają charakter emocjonalny.

– Moja żona, przy wsparciu swoich rodziców, działa obecnie pod wpływem silnych emocji i – w mojej opinii – nie zawsze uwzględnia szersze konsekwencje swoich decyzji, także dla dzieci – mówi.

Sebastian Skitek odnosi się również do kwestii wartości.

– Choć część rodziny mojej żony wykonuje zawód lekarza, to w mojej ocenie obecna sytuacja stoi w sprzeczności z wartościami, jakie powinny się z nim wiązać. Zamiast tego widzę koncentrację na konflikcie, działaniach związanych z toczącym się postępowaniem rozwodowym i osiąganiu korzyści majątkowych – mówi.

Podkreśla także, że sytuacja dotyka jego najbliższych.

– Na tej sytuacji cierpią również moje własne dzieci, z którymi obecnie nie mam kontaktu, ani możliwości spotkań. Co więcej, rozpowszechniane są na mój temat nieprawdziwe informacje, w tym oskarżenia o przemoc fizyczną wobec żony i psychiczną wobec dzieci, które mają na celu wyłącznie zniszczenie mojego wizerunku – zaznacza.

Na zakończenie ponownie zwraca się do rodziców:

– Jeszcze raz przepraszam wszystkich, którzy zostali wciągnięci w tę sytuację. Tak jak wspomniała pani Joanna, dzieci nie powinny ponosić konsekwencji konfliktów dorosłych – kończy.

Oczywiście do całej sytuacji odniosła się również poproszona o komentarz do sprawy, właścicielka placówki, Inez Pełko-Skitek.

Ustosunkowując się do tego, co pan powiedział, że zgłosili się rodzice poszkodowanych dzieci. Faktem jest, że wypowiedzieliśmy w ostatnim czasie dwie umowy, które podpisaliśmy z rodzicami. I to jest, jak najbardziej zgodne z prawdą. Natomiast myślę, co warto podkreślić, w naszych umowach, które podpisujemy z rodzicami jest element, paragraf, punkt, jakkolwiek go nazwać, który jest korzystny dla obu stron, podpisujących umowę. Zarówno dla nas, jako dla placówki, jak i rodziców posyłających swoje dzieci do naszego miejsca. Mianowicie jest to punkt, który mówi o tym, że zarówno rodzice, jak i placówka mają możliwość wypowiedzenia umowy bez podania konkretnej przyczyny. I tak też się zadziało w przypadku tych dwóch wypowiedzeń umów. Ja tutaj w szczegóły wnikać nie będę. Po prostu taką decyzję podjęliśmy. I kropka. W związku z tym, gdyby była sytuacja, że nie mamy takich zapisów w naszej umowie, którą podpisujemy z rodzicami, to oczywiście można byłoby tutaj temat szerzej pociągnąć i bardziej rozwinąć. Natomiast ciężko jest mi się ustosunkować do czegoś, co rodzice podpisują świadomie. Zanim oni podpiszą umowę, zapoznają się z nią i są tego w pełni świadomi. Myślę, że warto to podkreślić. Nie jesteśmy placówką publiczną, tylko placówką prywatną i tak naprawdę, decyzje które zostały podjęte są decyzjami wyłącznie biznesowymi, podkreślam, dla ochrony naszej spółki „Wesołe Safari”. To też jest kluczowe. Natomiast, to tak jak wypowiada się umowę telefoniczną, czy inne usługi. Przede wszystkim mając na uwadze dobro dzieci, którym się kierujemy, zachowujemy zawsze okres wypowiedzenia, czy my wypowiadamy umowę, czy rodzice. Na tę chwilę okres wypowiedzenia jest jednomiesięczny, więc jeżeli przekazanie rozwiązania zostało w lutym, to dziecko miało prawo uczestniczenia i przychodzenia do naszej placówki do 31 marca. I myślę, że warto to podkreślić, że jedno z dzieci, których umowa została rozwiązana uczęszcza na zajęcia. Mama z tatą przyprowadzają dziecko, które normalnie uczestniczy w zajęciach (materiał został zautoryzowany w trakcie trwającego okresu wypowiedzenia – przyp. red.). Także tutaj nie ma jakiegoś zmieniania środowiska „z dnia na dzień”. Natomiast jest faktem, że druga rodzina, której została wypowiedziana umowa, z dnia na dzień zabrała dziecko i prywatne rzeczy tego maluszka i zadecydowała sama o tym, że nie będzie posyłała dziecka do naszej placówki. Natomiast nie jest absolutnie prawdą informacja taka, że my mówimy: „Państwa dzieci od jutra nie przychodzą”. Absolutnie nie jest to zgodne z prawdą. Co więcej, nie byłoby to zgodne, ani z umową, ani z regulaminem. Jeszcze raz podkreślę, że to są decyzje czysto biznesowe. Na koniec pragnę podkreślić, że wszystkie decyzje, które są podejmowane biznesowe w obrębie naszej placówki, czy spółki są zawsze konsultowane ze sztabem prawników z kancelarii, z którą współpracujemy. Także nie są to decyzje podejmowane przeze mnie z dnia na dzień, bo ja też nie jestem prawnikiem. Tutaj wszystko musi mieć ręce i nogi – poinformowała nas Inez Pełko-Skitek, właścicielka Wesołego Safari.

ŁUKASZ CICHY

 

FOT. Pixabay | zdjęcie ilustracyjne

Comments are closed

YouTube

Archiwum
FakturaXL.pl
MATYLA
MAYOR INK
BHP RABENDA
Dietetyk Kaźmierczak
Agencja Reklamowa GL
KOK
Jarmużek
Motosdodoła