Wielkopolska Gazeta Lokalna KROTOSZYN

Wielkopolska Gazeta Lokalna KROTOSZYN
Energysped
E-paka
Duży baner na środku

Szczepienia – obowiązek czy wybór?

2019-07-23
  1. Strona Główna
  2. /
  3. Aktualności, Zdrowie
  4. /
  5. Szczepienia – obowiązek czy...
Szczepienia – obowiązek czy wybór?

Do naszej redakcji zgłosiły się dwie mieszkanki powiatu krotoszyńskiego, które postanowiły przybliżyć nam tematykę szczepień. Jak przyznały, zgadzają się z przesłankami Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Wiedzy o Szczepieniach STOP NOP, które postuluje zniesienie obowiązku szczepień, zwłaszcza u dzieci, oraz wprowadzenie większej kontroli szczepionek z powodu licznych przypadków powikłań poszczepiennych.

 

Jak wynika z przepisów, w Polsce szczepienie dzieci jest obowiązkowe. Mieszkanki naszego powiatu zauważyły, że brakuje dyskusji na temat szkodliwości szczepień, zwłaszcza w mediach ogólnopolskich. Jednocześnie poprosiły o anonimowość z obawy przed problemami ze strony instytucji państwowych, które niezbyt przychylnie patrzą na środowiska związane ze stowarzyszeniem STOP NOP.

– Nie pokazuje się ludzi, których dzieci rzeczywiście doznały urazów poszczepiennych lub zmarły z powodu szczepionek. Nie ma dyskusji na argumenty, tylko na emocje – zaznacza jedna z pań. – Nie jest prawdą, iż środowiska związane ze STOP NOP to „antyszczepionkowcy”. Rodzice, którzy popierają postulaty tej organizacji, nie są przeciwko szczepionkom, a jedynie za zniesieniem obowiązku szczepień, za sprawdzaniem bezpieczeństwa szczepionek oraz za większą kontrolą w procesie ich podawania, przechowywania i utylizacji. Rzecz w tym, by monitorować skutki uboczne szczepień.

Nasze rozmówczynie zwracają uwagę, że w większości krajów europejskich nie ma obowiązku szczepienia dzieci, zawsze wykonuje się je za zgodą rodziców, a ponadto istnieje system odszkodowawczy w przypadku pojawienia się skutków ubocznych. – W Stanach Zjednoczonych wydaje się miliony dolarów rocznie na NOP (niepożądany odczyn poszczepienny) – mówią. – W Polsce takiego systemu nie ma, a lekarze – wiedząc, że taki odczyn wystąpił – nie zgłaszają tego.

– Mieszkałam kilka lat w Szwecji i tamtejsi lekarze byli szczerze zdziwieni – opowiada jedna z kobiet. – Nie wierzyli, że u nas istnieją takie przepisy! ,,Jak lekarze mogą zmusić ciebie, jako rodzica, do zaszczepienia dziecka?” – pytali. Wszak to rodzic odpowiada za dziecko i to on powinien decydować. W Szwecji do pierwszego roku życia są tylko trzy szczepionki, a w Polsce kilkanaście. W Europie szczepi się dzieci po trzecim miesiącu życia. Tylko w Polsce i Bułgarii robi się to w pierwszej dobie, gdy nie wie się jeszcze, czy dziecko rozwija się prawidłowo.

Według kalendarza szczepień w ciągu 24 godzin od urodzenia dziecko otrzymuje pierwszą dawkę szczepionki przeciw WZW typu B oraz gruźlicy. Kolejne szczepienie odbywa się w drugim miesiącu życia – druga dawka przeciw WZW typu B i pierwsza dawka przeciw błonicy, tężcowi i krztuścowi oraz haemophilus influenzae typu B. Trzecie szczepienie wykonuje się między trzecim a czwartym miesiącem życia – druga dawka przeciw wyżej wymienionym schorzeniom oraz pierwsza przeciw polio. W kolejnym szczepieniu, między 5. a 6. miesiącem życia, podaje się trzecią dawkę przeciw błonicy, tężcowi, krztuścowi oraz haemophilus influenzae typu b i drugą przeciw polio. Po 7. miesiącu dziecko przyjmuje trzecią dawkę przeciw WZW typu B.

Pytamy nasze rozmówczynie, z jakimi konsekwencjami spotykają się rodzice, którzy nie zgadzają się na szczepienie swoich dzieci. – W szpitalach lekarze i pielęgniarki źle na to patrzą – odpowiadają. – Żądają oświadczeń pisemnych o odmowie szczepień, mimo że zaświadczenia takie nie są zgodne z prawem. Później są wysyłane wezwania od sanepidu do zaszczepienia dziecka, następnie wojewoda może nałożyć karę pieniężną od 500 do 2500 zł lub więcej. Dochodzi to tego, że grozi się rodzicom odebraniem władzy rodzicielskiej, nie wypuszcza się ich ze szpitala, przetrzymując jak zakładników, póki nie zaszczepią dziecka. Wielu rodziców broni swoich praw w sądach. Wiele wyroków jest na ich korzyść. W uzasadnieniu orzeczeń można usłyszeć, że ze szczepieniami wiąże się ryzyko powikłań i to rodzice mają prawo decyzji.

Gdy pytamy o przyczyny tak daleko idącego sceptycyzmu wobec obowiązku szczepień, dowiadujemy się, że dziecko jednej z nich po zaszczepieniu miało poważne powikłania, z którymi męczy się do dzisiaj. – Szczepiłam swoje dzieci, byłam przekonana, że jak to uczynię, to dziecko nie zachoruje – opowiada kobieta. – Nigdy nie przyszło mi do głowy spojrzeć na ulotkę, by zobaczyć, jaki jest skład szczepionki. Sądziłam, że przecież nie może być w nich substancji szkodliwych, że na pewno są bezpieczne. Jak większość rodziców szłam do przychodni i bez żadnych pytań dawałam zaszczepić dziecko. Później wyjechałam za granicę, gdzie podczas jednej z wizyt zapytano mnie, czy chcę szczepić. „To ja mogę wybrać?” – zapytałam zdziwiona. Zaczęłam się zastanawiać, czym różnią się dzieci polskie od innych w Europie, zaczęłam czytać, szukać informacji. Znalazłam ulotki na stronie producenta, analizowałam składy kolejnych szczepionek. Każda ulotka zwalała mnie z nóg – glin, aluminium, komórki Vero (z nerek małpy), z płodów ludzkich, duża ilość białek zwierzęcych odpowiedzialnych za alergie itd. To ja staram się dobrze żywić moje dzieci, kupuję jedzenie bez konserwantów, nawet uprawiam swój ogródek, a jednocześnie pozwalam im wstrzykiwać substancje toksyczne i niewiadomego pochodzenia? – pytałam siebie. A powikłania po szczepieniach? Od gorączki po reakcje anafilaktyczne, drgawki, zapaście itd. Moje oburzenie wzrosło, kiedy porównałam ulotki polskie z oryginalnymi anglojęzycznymi. Jak się okazało, polskie ulotki są okrojone, nie ma w nich wszystkich informacji. W zagranicznych pisze się nawet o takich skutkach jak śmierć i autyzm.

– Zaszczepiony według kalendarza szczepień syn mojej koleżanki z powodu choroby znalazł się w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie – kontynuuje kobieta. – Stwierdzono, że jego organizm nie wytworzył żadnych przeciwciał na wirusowe zapalenie wątroby. Podano więc kolejną dawkę, już czwartą! Po niej stracił przytomność. Ma zniszczoną wątrobę i trzustkę. Szczepionki nie działają na każdego. Kolejna osoba, mój kuzyn – zatrzymanie rozwoju tarczycy po szczepionce. Mój syn – zapalenie nerek po szczepionce. Przykłady można mnożyć – przyznaje.

Nasze rozmówczynie twierdzą, że lekarze wmawiają rodzicom, iż owe powikłania nie są przez szczepionki. – Lekarze nie chcą zgłaszać NOP-u – oznajmiają. – Większość się boi. Ci, którzy mają odwagę informować rodziców o ryzyku i głośno o tym mówić, stawiani są przed Izbą Lekarską i odbiera im się prawo do wykonywania zawodu lub zawiesza na długi czas. My, rodzice, mamy prawo do rzetelnej informacji! – podkreślają panie. – A skoro istnieje jakieś ryzyko, trzeba dobrze przebadać dziecko, zrobić testy alergiczne i genetyczne, a nie tylko osłuchać i zajrzeć w gardło – dodają.

Na początku tego roku głośna była sprawa prawie rocznego Szymona, który 16 stycznia, według relacji rodziców, został zaszczepiony przeciw pneumokokom i po trzech dniach dostał silnej gorączki. 21 stycznia trafił do szpitala. Z Radomia został przetransportowany na oddział intensywnej terapii do Warszawy. Wykonana tomografia komputerowa wykazała, że doszło do obrzęku mózgu. Od tamtej pory podłączony był do aparatury podtrzymującej życie. Miesiąc temu lekarze postanowili odłączyć chłopca od aparatury, stwierdzając śmierć mózgową.

– Według przepisów, jeśli zachodzi podejrzenie, że pojawiły się powikłania poszczepienne, lekarz prowadzący ma obowiązek poinformowania o tym fakcie odpowiednich instytucji – wyjaśnia jedna z kobiet. – W ciągu godziny szczepionka powinna być wycofana z obrotu, póki nie zostanie odpowiednio sprawdzona. Do stowarzyszenia STOP NOP zgłosiło się ponad 100 osób z powikłaniami po tej szczepionce. A ona ciągle jest na rynku! Cały czas szczepi się nią dzieci! Na szczepionkę na pneumokoki rząd miał przeznaczone 160 mln zł. Przeprowadzono przetarg, wygrała szczepionka tańsza – gorszej jakości, która kosztowała 108 mln zł.

Mieszkanki powiatu krotoszyńskiego wspominają także o inicjatywie obywatelskiej – zebrano 120 tysięcy podpisów pod projektem ustawy, zakładającym wprowadzenie dobrowolności szczepień i podjęcie działań w celu zwiększenia kontroli Ministerstwa Zdrowia w sprawie stosowania szczepionek, ich składu, skutków ubocznych i powikłań.

– Nie było mowy w tej ustawie, żeby zakazać szczepień. Taka retoryka była w mediach przedstawiona. Inicjatywa została wyrzucona do kosza. Część środowiska lekarskiego jest przeciwna tej ustawie. Zaproponowano coś jeszcze bardziej zaostrzającego przepisy, by utrudnić życie rodzicom, którzy nie zgadzają się na szczepienie dzieci. Postulowano nawet, żeby przyjęcie do przedszkola czy do szkoły było uzależnione od szczepień. Tłumaczy się to troską o bezpieczeństwo dzieci zaszczepionych! To jakiś absurd! Ich argumentacja nie ma sensu, bo sami niejako przyznają, że szczepionki nie dają stuprocentowej pewności – nie kryją oburzenia nasze rozmówczynie.

W sejmie działa Parlamentarny Zespół ds. Bezpieczeństwa Szczepień Ochronnych Dzieci i Dorosłych, który sprowadza specjalistów z całego świata, doktorów, naukowców itp. Oni przedstawiają dowody, analizują skład szczepionek, mówią o niebezpieczeństwie. Spotkania są rejestrowane. Można je zobaczyć na YouTube. – Czy któryś z rodziców zainteresował się tym? Czy idąc do przychodni, zainteresował się, co podaje swojemu dziecku? Czy kiedykolwiek widział ulotkę? Ilu z nas tak robi? A gdy już zapytamy o ulotkę, to czy ją dostaniemy..? – pytają retorycznie.

Kolejną kontrowersją jest szczepionka HPV, na raka szyjki macicy, którą chce się podawać młodym dziewczynkom. O ryzyku, jakie się z tym wiąże, też była mowa na komisji wspomnianego wyżej zespołu. – Ta szczepionka nie zmniejsza ryzyka pojawienia się raka – mówi jedna z pań. – Wręcz odwrotnie. Jakiś czas temu czytałam polski artykuł na temat tej szczepionki, zachwalano ją i rekomendowano. Jak podano, w Australii podobno spadła zachorowalność na raka szyjki macicy dzięki szczepionce HPV. Tyle że na australijskich stronach urzędowych statystyki mówią co innego. Wzrosła zachorowalność na tego raka. Dlaczego się nas okłamuje? Dlaczego kłamią media, podobno niezależne? Czy takie w ogóle istnieją? Wystarczy spojrzeć na reklamy. Na 10 reklam jedna nie jest reklamą leku.

Kobiety apelują do rodziców, by zainteresowali się tematem. – Poczytajcie, posłuchajcie – namawiają. – Jest mnóstwo badań naukowych, dowodów na to, że nie wszystko jest takie piękne. Niestety, wiele z nich jest w języku angielskim, nie tłumaczy się ich na język polski. Zastanawiające…

– Nie jestem przeciwna szczepieniu! – oświadcza jedna z rozmówczyń. – Ale jako matka chcę podawać swoim dzieciom szczepionki bezpieczne. A skoro lekarze twierdzą, że są bezpieczne, to dlaczego nie chcą podpisać pisma w przychodni, że potwierdzają ich bezpieczeństwo i biorą odpowiedzialność w razie powikłań? Ponieważ badań nad bezpieczeństwem i skutecznością nie ma,co przyznał minister zdrowia. To ja, podpisując pismo w przychodni, biorę na siebie odpowiedzialność i z ewentualnymi powikłaniami muszę radzić sobie sama, bez żadnego wsparcia. Mam nadzieję, że ten artykuł choć w części pozwoli społeczeństwu zrozumieć rodziców, którzy boją się szczepień. Może któregoś dnia przyłączycie się z nami do protestu, który co roku odbywa się w Warszawie, a dotyczy bezpieczeństwa szczepień i prawa wyboru. W końcu chodzi o dobro naszych dzieci. Niestety, jakiejkolwiek relacji czy informacji o proteście nie można znaleźć ani w telewizji, ani w prasie, mimo, iż na ulicę tego dnia wychodzi 10-20 tysięcy ludzi. Dlaczego media milczą??? – tym rzuconym w próżnię pytaniem zakończyliśmy rozmowę z dwoma mieszkankami naszego powiatu.

MICHAŁ KOBUSZYŃSKI

UWAGA! Wkrótce na naszym portalu i w gazecie znajdziecie kolejną publikację na temat szczepionek. Tym razem w obszernym wywiadzie zaprezentujemy stanowisko Macieja R. Hoffmanna, lekarza rodzinnego, zwolennika obowiązkowych szczepień.

FOT. STOP NOP

Sorry, there are no polls available at the moment.
Blending
Słoneczna
Jumbonet
Jarmużek
Wojno
Matyla
M-partner